piątek, 06 maja 2011
gdzieś tutaj....
Tak, ta klamka była wyciagniętą, gdzieś w gęstej mgle przeszłości i wspólnych emocji, dłonią... Ciepłą wciąż jeszcze, choć od wielu dni, miesięcy, a może nawet lat, nieomal zastygłą. Tak trudno być, a mimo to jestem wciaż gdzieś tutaj - w tym domu ... Byłam chwilę później i kolejne razy... Zapewne będę zawsze, nawet kiedy mnie samej już nie będzie na prawdę. Czy można przestać istnieć choć się wciąż trwa? Chyba tak... własnie w takich miejscach, w takich wspomnieniach, słowach, gestach, zapachach i magii chwil... byłam, jestem i zapewne będę.... choć mnie samej już w zasadzie nie ma.
środa, 29 grudnia 2010
RE:
... dzień po dniu, tydzień po tygodniu, up & down, the west is the best..., miesiąc po miesiącu, nawet rok po roku, eksplozja i uwięziona stagnacja, radość z bólem, wyzwania i upadki, cukier z krwią, uśmiech i śmierć, dobrowolna banicja, przeklinanie w modlitwach, niedowierzanie ze zrozumieniem, smak klęski i nadzieja, zduszony krzyk kruszący mury, odartego ze złudzeń z bezwiednie tlącym się marzeniem.... życie porzuciło mnie na margines istnienia.....
..... dryń, dryń, wake up! Hej... gdzie ja jestem? Krajobraz jest mi znajomy, bliski, kojarzy się z ciepłem, bliskością, ale przyjazną, bezinteresowną. Wstaję z trudem, bardzo osłabiony. Łachmany nie dają ciepła, ruszam przed siebie, instynkt sam mnie prowadzi. Ślisko, brudno, zimno, trudno przejść, ale ruch dodaje mi sił, przyspieszam kroku... Pojawia się znikąd destrukcyjna refleksja: dokąd się spieszysz? Nikt na ciebie nie czeka durniu, zwolnij, bo się zmęczysz, albo rozchorujesz, jesteś w żenującej formie... ale te myśli odpadają ode mnie, nie wiem dlaczego, ale chcę biec dalej, do celu, którego nie znam, nie wiem co mnie czeka, tutaj nie zablefuję, bracia szulerzy nie nauczyli mnie co robić w takiej sytuacji... STOP! Zatrzymałem się jak wryty, zaraz, zaraz... znam ten dom. Wygląda na opuszczony, ale jest piękny. Na świeżym śniegu nie widać żadnych śladów, sprawia wrażenie, jakby był dumny, że jest, świadomy swojego znaczenia. Zrobiło mi się nagle nie wiedzieć czemu bardzo gorąco. Poczułem, że mam z tym domem wiele wspólnego... nawet więcej niż wiele, byłem jego częścią... Pod skórą miałem część jego konstrukcji, w liniach papilarnych ślady tynku, w stopach drzazgi drewnianej podłogi... Otworzyłem furtkę i powoli wchodziłem po schodach do drzwi wejściowych. Zatrzymałem się na górze i położyłem dłoń na klamce. Przez moment poczułem aksamitnie ciepły, dotyk, jakbym pod palcami miał nie klamkę a kobiecą dłoń. Zamarłem w bezruchu, a dom w tej chwili połączenia z moim Ja, zaczął szeptać odtwarzając zdarzenia z przeszłości.......
środa, 28 stycznia 2009
Zadziornie? :)
Spojrzałam na datę ostrymi rysami znaczącą upływ czasu ... i nieomal jak starsza Pani w bujanym fotelu powiedziałam sama do siebie: Ojej to już rok! Jak ten czas leci!? ... Uśmiechając się do obrazu wspomnień, odbitych w źrenicach schowanych niegdyś głęboko emocji, westchnęłam głęboko wciągając zapach przyćmionych myśli... były tu.... wraz z ich cieniem sprzed wielu miesięcy... były, tak samo jak my kiedyś byliśmy... Czy odbicie wspomnień w blasku myśli wystarczy, aby wrócić do czegoś co było jednym z ostatnich pozytywnych przebłysków na horyzoncie?... czas pokaże... Westchnęłam jeszcze raz, delikatnie unosząc brew .... jak zawsze, kiedy zadziorny chochlik pokazuje na dnie moch źrenic swe uśmiechnięte, choć głęboko schowane oblicze ... Porozmawiamy? ... rzuciłam przez ramię odchodząc, jakby od niechcenia ;)
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Każdego dnia...
… bywałam tu wielokrotnie, wracając jak do domu. Wpadałam cicho, sprawdzając czy pozostawiłeś jakiekolwiek ślady swojej obecności. Czasami, odbierając echa Twojej aktywności w innych światach, czułam się spokojna, nieomal pewna, że wszystko jest w porządku… Innym razem zaniepokojona jakimś zachwianiem Twojej rzeczywistości, nieomal drżałam myśląc o tym, co mogłoby stać się Twoim udziałem… W niewyjaśniony sposób zwykle wiedziałam, że coś się dzieje nie sprawdzając tego nawet… Chwilami wycofywałam się bezszelestnie, jak przypadkowy obserwator, czując, że w Twoim świecie pojawiała się kobieta, skupiająca na sobie Twoją uwagę… Nigdy nie próbowałam wchodzić w Ich role, nie miałam do tego najmniejszych praw, ani nie było takiej potrzeby… Byłam kimś z zupełnie innej ‘bajki’… Ciepło otaczając Cię swoją podświadomą obecnością… Wiele minęło dni, tygodni a nawet miesięcy… Doznałam wielu chwil totalnej ciszy i tych przeciwnych, zgiełku rzeczywistości skutecznie zagłuszającej echa nieomal wszelkich emocji. Niezależnie jednak od tego, co się działo w naszych światach, zawsze miałam pewność, że jesteś gdzieś tam w przestrzeni, chroniąc swoimi myślami tego skrawka przestrzeni, który pozostał tutaj, w ciszy tego zamkniętego domu… Tu, gdzie kiedyś zrodziły się wszystkie te ciepłe myśli, gesty i westchnienia…. Niespełnione i niewypowiedziane, choć tak mocno zakorzenione w naszych mózgach, trwające nieprzerwanie bez względu na bieg zdarzeń i okoliczności… …. Po raz kolejny znajdując cień Twoich emocji, ślad zapachu i pragnienia obcowania z myślami, które rozrzucają pomost pomiędzy naszymi świadomościami wiedziałam, że należy podążyć do tego pozornie dla świata zapomnianego miejsca …. Gdzie jeszcze czuć ślad naszych gorących pragnień i westchnień nigdy niewypowiedzianych…. Gdzie myśli troskliwie pozostawione czekają na właściwą chwile, aby stać się usłyszanymi i zrozumianymi….… Kiedy zadzwonisz… w niepewności, słuchać będę z niedowierzaniem łapiąc wszystkie słowa i oddechy, zanim zrozumiem, kto z drugiej strony składa słowa w kształtne zdania… Potem dobierając jedyne poprawne słowa, które mogą stać się udziałem innych, mimo wszystko uśmiechnę się do samej myśli o Twojej obecności… Mój uśmiech wzbudzi niekłamane zainteresowanie otoczenia, które jak zawsze skutecznie zbędę twardym spojrzeniem w chwilę później… Myśl o bliskości jednak towarzyszyć mi będzie w każdej z następnych chwil, w której świadomość nieopanowana powracać będzie do nadchodzących doznań… Kiedy przyjdzie ten zmierzch, spokojnym, pewnym krokiem wyjdę naprzeciw spotkaniu bliskich źrenic i dłoni, których ciepło jednoznacznie potwierdzi mi, że to właśnie Ty czekasz … tam, przy tym cichym stoliku, na skraju kawiarnianego świata…. Tam, w zgiełku rzeczywistości, zdarzy się nam szept uśmiechów i cisza westchnień zasłuchanych w prawdę o świecie naszych emocji, skrywanych na co dzień pod skrzętnie utrzymywanymi maskami …
poniedziałek, 31 grudnia 2007
Pewnego dnia
Pewnego dnia zadzwonię i usłyszę Twój głos, wleje się we mnie jak wartki strumień na pustynię. Będę czekał o zmierzchu przy kawiarnianym stoliku, aż mnie odnajdziesz i ciepłem swojego uśmiechu zaczniesz rozmowę. Wezmę Cię za rękę i skoczymy w czas wymiany myśli, spostrzeżeń, wspomnień i czekających słów. W ten długi wieczór nie powiem Ci kim jestem, będziesz mogła odkrywać mnie po trochę, tak jak odkrywa się nagle, że znamy wszystkie odpowiedzi. W tle Twoich źrenic poszukam tych niewypowiedzianych słów, w cieple Twoich palców odkryję niewyrażone emocje, w Twojej Obecności będę odczuwał Ciebie. Ten dzień, ten zmierzch, ten wieczór... czy zdarzy się nam...
wtorek, 26 czerwca 2007
Słyszę...
W łoskocie pędzących pociągów, piszczących tramwajów, trąbiących samochodów, klnących ludzi doleciało do mnie Twoje niewypowiedziane wołanie... Pamięć wytrąciła mi telefon z ręki, odcinając głos mojego klienta. Zatrzymałem się nagle, a napięty mentalny kalendarz pognał dalej, wyprzedzając mnie, zaskoczony zmianą sytuacji. Zrobiło się nagle tak cicho wokół mnie, że usłyszałem każde słowo, którego nawet nie wyszeptałaś. Szarpnięty tęsknotą, chłonąłem każdą literę, jak kochanek rozkosz pocałunków. Gdzie jesteś? Zaraz, przecież wiem, gdzie jesteś... Popędziłem myślą do naszego domu, otworzyłem szybko drzwi i kolejne do kuchni, łazienki, pokoju... Czerwona poświata kontrolki telefonu wzywała mnie do siebie... Odsłuchiwana wiadomość nałożyła Twój głos na to co usłyszałem sercem wcześniej. Przymknąłem powieki, by dać się ponieść przez nasze połączone myśli............................................................................................................ Tak bardzo...... tak, dobrze, już cicho......
poniedziałek, 04 czerwca 2007
Spojrzenie wspomnienia
Widziałam Cię dziś w locie… Chwila mglista jak złudzenie… Szedłeś pewnie mijając przestrzenie swobodnym gestem… Zostawiłeś świat za sobą, zmęczony jego nieustannymi oczekiwaniami… Dotknąć Cię?... zawołać?...gestem, znanym Ci głosem?... Nie …. Z uśmiechem przyglądałam Ci się z oddali… Gdzieś w tle, wspominając czasy naszych ciepłych rozmów nocą na dachu, poczułam jak bardzo mi tego brakuje… Dobrze jest wiedzieć, że gdzieś istnieje ktoś, kto czuje się spokojny i szczęśliwy… Ktoś bliski… Zostawiłam potem wiadomość na automatycznej sekretarce w naszym wspólnym domu… od ostatniego razu kiedy wybiegałam z niego świtem nie odważyłam się tam nawet zajrzeć… Wiem, że kiedy znowu uchylisz drzwi na pewno zauważysz migające światełko… będziesz wiedział…
piątek, 22 grudnia 2006
... kilkanaście godzin wcześniej...
Bladym świtem spowitym jeszcze w gęstą mgłę wskoczyłam w miękkie buty treningowe i w pośpiechu narzucając kurtkę wybiegłam z domu ... Moja wierna sunia obudzona z głębokiego jeszcze słodkiego snu...lojalnie podążyła za mną, nie bez zaskoczenia przyglądając się mojej nagłej porannej aktywności....Uciekałam przed rzeczywistością, która osaczała i przygniatała ostatnio sobą niewyobrażalnie.... Przybiegłam tutaj po raz pierwszy od dawna, chyba w poszukiwaniu spokoju, może echa ciepłej przeszłości ... W zasadzie to nie ważne, wiem że podświadomie skierowałam swoje kroki właśnie w tym kierunku bo musiałam wszystko przemyśleć, poukładać w sobie.... To było jedyne miejsce, w którym wiedziałam, że będę sama i że nikt nie jest w stanie mnie znaleźć... gdzie nie sięgnie mnie cały ten zgiełk świata... Przez te wszystkie miesiące wielokrotnie łapałam się na tym, że chciałam przybiec tu, żeby o czymś Ci opowiedzieć, żeby wyszeptać cały lęk, albo wykrzyczeć złość ....i zanurzyć się w Twoim ciepłym spojrzeniu, zagarniającym mnie w zacisze Twych spokojnych ramion, takich jakimi je wyrzeźbiłam niegdyś w swojej, głęboko skrywanej pamięci.... Wiedziałam, że Cię tu nie ma, jednak tego dnia właśnie poczułam, że to jedyne miejsce gdzie mogę znaleźć pełną akceptacji i spokoju ciszę....... Delikatnie przekręciłam klucz w drzwiach, pozwalając mojemu ciekawskiemu psu pchnąć je zimnym wilgotnym nosem .... Nieomal bezszelestnie wślizgnęłam się do środka i przemierzając kolejne metry przestrzeni coraz bardziej czułam naszą niegdyś tutaj obecność.... Strzępy kolorów zapachów, smaków... wszystko wirowało delikatnie gdzieś na samym dnie mojej pamięci, odtwarzając teraz migające w świadomości obrazy przeszłości... Przeciągnęłam opuszkami palców po przedmiotach, które swoją fakturą i ciepłem przypominały mi jeszcze echo naszych ściszonych rozmów... Przeszłam przez kuchnię, odnajdując Twoją ulubioną filiżankę, zapach kawy w ekspresie, swój ukochany kubek od herbaty.... czajnik miękkim świstem zapowiadał ciepłą, aromatyczną przyjemność... Biorąc kubek z herbatą w zmarznięte dłonie poszłam dalej, jak w podróż po cieniach przeszłości... Weszłam do pokoju.... Na przeciw okna stał wciąż jeszcze fotel, w którym lubiłeś siadywać, wpatrując się w przestrzeń, rozpościerającą się daleko przed Tobą.... Podświadomie wyczuwając w nim bezpieczną przystań, zanurzyłam się w jego przepastną toń... Miękko wygnieciona tkanina zdawała się jeszcze oddawać zarys konturów Twojego ciała... Zrzuciłam buty, kuląc się z zimna podwinęłam zziębnięte stopy pod siebie, zastygając z kubkiem parującej w dłoniach herbaty w bezruchu... Trwałam tak wpatrując się jak świt przemienia się w pochmurny, dżdżysty dzień .... Nie wiem ile to trwało, ale mogła to być zarówno wieczność jak i chwila... czas nie miał najmniejszego znaczenia.... W którymś momencie zauważyłam kątem oka książkę otwartą na jakiejś stronie pozostawioną tak, jak odłożyłeś ją czytając ostatnim razem.... Odruchowo sięgnęłam po nią wyciągając dłoń... w tym samym momencie wspomnienia odtworzyły się jak szybko migające klatki dobrze znanego filmu... podniosłam się szukając wzrokiem płyty, na której dźwięki zapisane cyfrowo precyzyjnie powtarzają te same melodie wyryte w mózgu, jak ścieżki właściwych reakcji.... włożyłam płytę do odtwarzacza.... pokój wypełnił się miękką muzyką ciepło otaczającą całe ciało... poczułam, że wciąż jeszcze jestem zziębnięta... podświadomie zwróciłam się w kierunku sypialni... ale nie! Jeszcze nie teraz.... Nie chciałam wchodzić w ten obszar.. jeszcze nie w tym momencie... Potrzebowałam czasu na spokojne zanurzenie się we wszystkich sferach, które niegdyś opuściłam tak nagle, wybiegając nieomal w popłochu... Nalałam sobie kieliszek czerwonego wina... Spojrzałam na oparcie drugiego fotela...Leżał na nim miękki koc... Otuliłam się nim, zatapiając się z powrotem w fotelu z Twoją książka w jednej dłoni i kieliszkiem wina w drugiej... Pies czując spokój i atmosferę tego miejsca zasnął zwinięty w kłębek tuż koło mnie... .... Delektowałam się tym wszystkim przez długie godziny.... Kartkując książkę zerkałam za okno, przyglądając się jak zmienia się świat w różnym świetle dnia... powoli układałam rozsypane myśli, emocje, uczucia w sobie... Gdy w końcu nadeszła pora słodkiego wieczornego zmierzchu, przetkanego czerwienią zmysłów poczułam, że nadeszła chwila, żeby pójść dalej... Podniosłam się bez wahania, pewnie przemierzając kilkanaście metrów dzielących mnie od sypialni... Weszłam tam lekko przestraszona własną reakcją na wspomnienia, jakie mnie tam zastaną....zapalając delikatne światło natychmiast poczułam dreszcz słodkich emocji... Uśmiechnęłam się do niego .... Idąc w kierunku łazienki zrzucałam powoli z siebie ubrania, pozostawiając je na podłodze... potem długo stałam pod prysznicem, delektując się ciepłą falą, ociekających po skórze kropelek... weszłam do sypialni osuszając ręcznikiem ociekające wodą włosy... W szafie wisiały Twoje koszule.... nie zastanawiając się długo zarzuciłam jedną na siebie, otulając sie Twoim zapachem i wsunęłam się pod miękki koc, jednoznacznie zapraszający na przepastne łóżko.... Leżałam tak wiele godzin słuchając muzyki cichutko dotykającej zmysłów.... Nie wiem kiedy ucichła.... usnęłam... Pies czujnie ułożony koło łóżka pilnował mojego spokojnego snu... Od tego momentu nie wiem juz co było jawą, a co snem.... wiem że obudził mnie delikatny powiew ciepłego powietrza omiatający zarys moich bioder i kiedy wyciągnęłam dłoń w kierunku suni, jej miękka sierść przyniosła wraz ze sobą Twój zapach.... Wiedziałam, że tu byłeś.... Nie budząc mnie pogłaskałeś psa, każąc wracać na miejsce i bezszelestnie wyślizgnąłeś się z domu.... Pozostawiając po sobie uchylone drzwi i zapach wypełniający na nowo Tobą całą przestrzeń.... Wiedziałeś... potrzebowałam tego, potrzebowałam świadomości, że wciąż jesteś.... teraz mogłam już spokojnie wrócić do rzeczywistości...Wybiegłam w środku nocy lekkim truchtem przemierzając ulice .... przed świtem jeszcze byłam znowu tam gdzie powinnam być, gotowa stawić czoła światu nowego dnia... Dziękuję...
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Cichutko...
Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, we wszystkich możliwych kierunkach, nigdy jednak w pobliżu naszego domu.... aż do dzisiejszej nocy. Zatrzymałem samochód, spojrzałem w ciemne okna i strumień ciepłych, jasnych obrazów zamknął moje powieki wyświetlając barwny film o przeszłości. Kiedy je otworzyłem znów było ciemno. Wyszedłem z samochodu w zimną, grudniową noc i ruszyłem w kierunku furtki. Zadrżałem przeniknięty chłodem. To już nie jest czas koszuli z krótkim rękawem i siedzenia nocą na dachu, w ciepłą, kwietniową noc. Podszedłem do zamkniętych drzwi i sięgnąłem bezwiednie do kieszeni po klucz. Był tam. Zatrzymałem się w progu czując ciepło i znajomy zapach domu. Zamknąłem za sobą cicho drzwi, jakbym bał się kogoś obudzić. Uśmiechąłem się do siebie, zdając sobie sprawę, że przecież dom jest pusty. Zdjąłem buty i kurtkę i ruszyłem po schodach na górę. Pchała mnie ciekawość dziecka, które nie może doczekać się prezentu od św.Mikołaja. Wiedząc, że to niemożliwe położyłem dłoń na klamce drzwi od sypialni i uchyliłem je. Zamarłem widząc kontur Twojej sylwetki w ciemności. Leżałaś w ubraniu pod ciepłym kocem, zanurzona w niespokojnym śnie. Fala wzruszenia ścisnęła mi gardło. Nie mogłem się poruszyć. Czułem się jak uderzony nagle spełnionym marzeniem. Patrzyłem nie mogąc oderwać wzroku, walcząc z ogromną chęcią pokonania tej małej odległości trzech kroków.... Wiedziałem jednak, że muszę wyjść. Zostawiłem jednak uchylone drzwi..... żebyś wiedziała......... że pamiętam.
sobota, 04 listopada 2006
....z oddali
Minęło sporo czasu odkąd echo naszych szeptów odbitych w świadomości ostatecznie ucichło. Wspomnienie dłoni, która delikatnym gestem głaskała policzek zatarły ślady rzeczywistości, nieustannie toczącej pokłady swojego istnienia. Nie, nie będzie oskarżeń, ani wyrzutu w głosie…. Nie będzie też żalu niespełnienia, nadziei i oczekiwań…. To, co było dawało na tyle duży margines prawdy i świadomości, aby uchronić przed odwiecznym schematem zarzutów i winy…To, co było…pozostaje mglistym wspomnieniem uśmiechu błądzącego w kącikach ust i w dnie źrenic …. Pozostała ciepła myśl pamięci kogoś, kto był i wciąż jest gdzieś w rzeczywistości, niezmiennie tocząc swoje istnienie…. Drzwi nagle zatrzaśnięte za odchodzącą postacią z głuchym łoskotem, dziś zdają się chwilami uchylać, rzucając cieniutki snop światła, ciekawie wpadającego w tutejszą rzeczywistość…. Znaczy on swoim błyśnięciem rzeczywistość wątłą smugą aromatu tej samej co niegdyś postaci, która tędy cichutko przemyka Powróciłeś do siebie…. Spełniony, odkrywając na nowo prawdę o tym, co jedynie słuszne, zdajesz się być w miejscu, w którym powinieneś był się znaleźć… Myślami zwracam się czasem ku Tobie, licząc że wrócisz tu jeszcze, aby dalej szkicować szeptem cienkie nitki pejzażu opowieści o swoim świecie … Przecież dopiero teraz wkroczyłeś w najciekawszy etap tej podróży… nieprawdaż?… Choć postronnemu obserwatorowi pozornie może się zdawać, że wszystkie atrakcyjne zwroty akcji pozostały już za Tobą, ja nie mam wątpliwości, że następne jej rozdziały będą dopiero prawdziwie fascynującymi… Czy zgodzisz się ze mną?
sobota, 19 sierpnia 2006
Kiedy mnie tutaj nie było …
Niosłam ze sobą wszystkie te ciepłe pocałunki i wszystkie spragnione westchnienia, jakie mi podarowałeś w pośpiechu…. Pamiętałam każdy oddech, każdy pojedynczy dotyk opuszek gorących palców…. Nasze pragnienie bycia blisko wymieszane z gęstym aromatem pożądania pokryło mnie miękką powłoką aksamitnych myśli, jakie szły ze mną przez kolejne tygodnie….. Przymykałam delikatnie powieki i wystarczyło kilka sekund, a już wślizgiwały się pod nie słodkie wspomnienia pragnących dłoni, którymi wyczarowywałeś fale odurzenia płynące po mojej skórze….. taniec naszych pragnień, niecierpliwych oddechów i nadziei na spełnienie ….. Bliskość dawana w pospiechu znaczyła ostrym kształtem wzajemną niewypełnioną zachłanność….
Teraz powracam do naszego świata złakniona tych doznań, wprost w ramiona spełnienia, którego smak poczułam tylko w mglistej zapowiedzi jego soczystego aromatu… Dotykam koniuszkami palców słuchawki telefonu …. zanim Cię jeszcze usłyszę już wiem, jaki żar spotkam w słowach spragnionych, szeptem tulących mnie w myślach… Jeszcze przed tą chwilą, kiedy mnie dotkniesz naprawdę… Będę jak zawsze milczeć długo, chłonąc je wszystkie i delektując się ich smakiem….. teraz już wiesz…. Idę do Ciebie… Pójdę z Tobą…
piątek, 11 sierpnia 2006
Bez zbędnych słów....
Twoje szybkie kroki zgrały się harmonijnie z biciem mojego serca... słyszałem jak biegłaś, każdy Twój krok przyspieszał mi puls. Teraz, kiedy jesteś tak blisko nasze oddechy splotły się w jednym szaleńczym rytmie... i nie uspokoją się, kiedy mam Cię na kolanach. Zderzenie spojrzeń, tęsknoty z pragnieniem i radość, że jesteśmy znów razem, choć na chwilę.... Obejmuję delikatnie dłońmi Twoją twarz, poddajesz się przyciąganiu pocałunku, pierwszego z wielu, które wciąż czekają. Nie przymykasz oczu, jak zawsze... za bardzo tęskniłaś.... wiesz, że obejrzę w nich wszystko co działo się od Twojego ostatniego wyjścia.... Teraz jednak zabieram Cię w nasz świat, by poczuć delikatność palców rozpinających mi koszulę i dać Ci promieniujące spod niej ciepło..... zanim znów wyjdziesz. Tym razem na dłużej... i tym mocniejszy będzie Twój powrót, tym większa tęsknota, którą czas naciągnie jak sprężynę i tym silniejsze zderzenie, gdy ją puści w chwili gdy wrócisz.... Wiesz, że czekanie na Ciebie sprawia mi przyjemność, że żywa wyobraźnia podsyca ten wewnętrzny żar wywołany świadomością Twojego istnienia, że w myślach rozwijam drogę, którą pójdziemy uśmiechając się do siebie..... Chodź ze mną....
niedziela, 30 lipca 2006
Słodka wichura ....
Przybiegłam do Ciebie…. Bosa, z rozwianymi włosami, w letniej sukience…. Wyskoczyłam z samochodu, zrzucając klapki w locie na trawie, nie zatrzaskując nawet za sobą drzwi…. Jednym silnym pchnięciem nacisnęłam klamkę…. Wtargnęłam nieomal z hukiem w Twoją wyciszoną przestrzeń, aby natychmiast wypełnić ją swoim zapachem…. Rzuciłam klucze na malutki stolik i bezszelestnie choć w szalonym pędzie, pokonując kolejne metry przestrzeni, nieomal unosiłam się nad ziemią….. bezbłędnie kierując się na taras, gdzie siedziałeś w słońcu…. Nagle, na progu wyhamowałam w tym swoim nieopanowanym locie w Twoja stronę…. Otoczył mnie spokój, jaki rozsiałeś wokoło…. Widzę jak siedzisz rozleniwiony, wygrzewając twarz w ostatnich czerwonych promieniach tego dnia…. Twoje ramiona spokojnie odmierzają każdy oddech…. Głowa, oparta o fotel, pozwala im odpocząć po długim dniu…. Odruchowo wyciągnęłam rękę…. Moja dłoń delikatnie opadła samymi koniuszkami palców na Twoje ramię….. Miękko wślizguje się w zagłębienie obojczyka, wtulając się w zgięcie na szyi …. „Jestem już….. jestem…” mówię gorączkowym szeptem, jakbym nie chciała spłoszyć Twojego słodkiego odpoczynku…. „Przybiegłam do Ciebie… chcę się zanurzyć w Tobie… chociaż na chwilę… na kilka sekund… zanim pobiegnę dalej…” Wtulam się już całą sobą w Ciebie od tyłu, oplatając Cię swoimi ramionami…. Czujesz ciepło mojej skóry na swoim karku…. Wyciągasz dłonie do tyłu i chwytając mnie mocno pociągasz jednym ruchem na siebie…. „Choć tu do mnie, moja wichuro kochana….. zatrzymaj się na chwilę…” – sadzasz mnie na swoich kolanach ruchem nie znoszącym sprzeciwu, jakim tylko można zatrzymać huragan i zastygasz nagle, patrząc w sam środek moich źrenic….. Już wiem….. Czuję to ….. jak zawsze rozpływam się w Twoich oczach i wiem, że dostrzegasz każde najmniejsze nawet załamanie światła w moich źrenicach, jakie zdradza całą historie, jaką niosę ze sobą… już wiem, że nie muszę nic mówić…. Poddaję się Twoim silnym dłoniom i już mogę spokojnie zatopić się w Tobie nie myśląc o tym, że za kilka chwil świat czeka na nadejście nowej nawałnicy ….
środa, 19 lipca 2006
Cięcie
Jeden nieoczekiwany ton, dzwięk wyciszonego telefonu przeciął ciszę wypełnioną naszymi myślami, pragnieniami, spełnianiem marzenia o współistnieniu. Jak ruch ręką w wodzie zmienił klimat naszego spotkania. Jak zrealizowany zły sen ujawnił niepokój w Twoich oczach. Wiedziałem, że musisz sprawdzić co się stało.... Stało się. Złe zdarzenie zaczęło rozsupływać nas z ramion tęsknoty, rozcinać więzy wzajemnej przynależności... Poczułem nagły chłód straty, ale przegoniłaś go natychmiast żarliwym szeptem źrenic: ".... ja nie chcę odchodzić, wrócę, muszę iść....., ja nie chcę, czekaj na mnie...." Zostanę tutaj, sam, ze wspomnieniem Ciebie..... będę czekał.
sobota, 15 lipca 2006
...
Zastygam zanurzona w Tobie, w cichym bezruchu czułości i żaru…… Jak niezwykłe bezpieczeństwo i spokój może dać kobiecie takie otoczenie sobą…. Echo westchnienia niesie podziękowanie składane lekko na Twoich ustach…. Tak, jesteśmy….
sobota, 08 lipca 2006
Dzieło sztuki...
Ulotnym tchnieniem musnąłem Twoje usta.... i zastygłem podziwiając najpiękniejsze dzieło sztuki wczesnego emocjonizmu. Spod zmrużonych powiek zobaczyłem jak lekko połyskują, rozchylone oczekiwaniem i przyzwoleniem, pełne rodzącego się żaru.... Moje źrenice mają owal Twojej twarzy, rój myśli rozpierzchnął się teraz, jest ogrom ciszy, w której stopniowo narasta pragnienie.... Ledwie słyszalny szept zmaterializował tylko dwa słowa... "och, kochanie...." i zamilkł będąc tak blisko. Dzieli nas tylko ten milimetr zatrzymania, który natychmiast wypełniły nasze oddechy.... teraz nie dzieli nas już nic, czas się zatrzymał.... Jesteśmy.
piątek, 07 lipca 2006
Powoli się zanurzając
Teraz i ja odruchowo przymykam delikatnie oczy i biorę głęboki wdech…. Coraz chłodniejsze, wieczorne powiewy wiatru zaczynają przynosić ukojenie zmęczonym upałem zmysłom…. Na chwilę zatrzymuję powietrze w płucach i z niedowierzaniem przyglądam się własnym odczuciom…. Tak, teraz już mam pewność, czuję ten aromat wyraźnie…. Zapach bliskości….Odchylam głowę lekko do tyłu odrzucając wszystkie włosy za siebie…. W tym samym momencie uświadamiam sobie, że Twoje palce błądzą po konturze moich wilgotnych lekko rozchylonych warg…. Poddaję się temu uczuciu…. Odchylając głowę czuję jak Twój policzek, jeszcze chwilę temu dotykający mojego, przesuwa się niżej miękko wślizgując się w zagłębienie otwierające drogę wprost do najdelikatniejszych zakamarków skóry na szyi ….. Tak. Już znam odpowiedź na pytanie: ‘Czy już się zmienia?’….. Zmienia się, nieodwracalnie …. Uśmiecham się do tej myśli.. ciepło, spokojnie…. Nie stresuje mnie w najmniejszym stopniu, bo wiem jakie będzie następstwo emocji, myśli i doznań…. Pozytywnie patrzę na wszystkie te sekwencje, wyimaginowane jeszcze, ale już tak barwnie malujące się w mojej wyobraźni… Czuję delikatny zarost Twojego policzka na swojej skórze…. Nasze oddechy splatają się w miarowym leniwym jeszcze tańcu, jakby przeczuwając, że za chwilę już nie będą w stanie utrzymać w ryzach spokojnego rytmu… W tym momencie orientuję się, że przestałeś mówić do mnie… Twój głos zamilkł zgaszony …. ….czy to, co poczułam to był już delikatny pocałunek, czy też mi się wydawało?.... Nie otwieram oczu, celebrując każdą sekundę tej naszej wspólnej, spokojnej bliskości…. Hmmmmm …Jak dobrze się w niej zanurzyć….
środa, 05 lipca 2006
Wciąż bliżej...
Przymykam na chwilę oczy, biorę głębszy oddech... uspokajam się. Patrzę teraz znów na Twój uśmiech, pełen serdecznego ciepła i nie mogę opanować chęci, żeby go dotknąć. Moja dłoń otula już delikatnie Twój policzek, kciuk skrada się w okolicach kącika Twoich ust. Obserwujesz mnie kiedy zbliżam twarz, wyczekujesz kolejnego ruchu, a ja chłonę Twoją obecność, policzek w policzek... przytulam Cię...... jesteśmy jeszcze bliżej siebie, a może byliśmy zawsze?
wtorek, 04 lipca 2006
Bliżej …dalej …..bliżej….
Spod półprzymkniętych powiek dostrzegam Twój niepokój… delikatny ruch głową, kiedy sprawdzasz, jaka będzie moja reakcja na każde kolejne słowo, westchnienie, na każdą zmianę głosu….. Czuję jak kluczysz, chowasz się nieco, jednocześnie niezwykle pragnąc się zbliżyć, wtopić się w pełni w atmosferę tej chwili, wysyconą cichym miarowym szeptem naszych oddechów tańczących coraz bliżej siebie…. Wiem, że czujesz się pewnie i bezpiecznie…. ale wciąż jeszcze jak młody chłopak, zaskoczony swoją reakcją na to, co go spotyka i niewierzący w to, jak bardzo jest w stanie przewidzieć tok wydarzeń, wahasz się nieco przyczajając przed każdym gestem…. Wsuwam miękko swoją dłoń we wnętrze Twojej….. unoszę delikatnie głowę patrząc Ci prosto w oczy…. bezwiednie uśmiecham się ciepło, napotykając Twój wzrok….. teraz już możesz rozluźnić się, bez obaw zaskoczenia moim odbiorem Ciebie i Twoimi własnymi reakcjami …. Miękko poddajesz się mojej obecności …. …… Już się zmienia?....
poniedziałek, 03 lipca 2006
Wejrzenie
Nie pozwolę Ci całkowicie się wyciszyć w naszej rozmowie... Patrzę intensywnie w Twoje źrenice, uśmiechasz sie lekko, a ja czuję niepokój. Próbuję wyszukać choćby ślad cienia, który mógłby mnie ostrzec przed dalszą kontynuacją opowieści. Znam tropy niepewności, nieodpowiedzialności, braku wyobraźni, złych intencji.... nie ma ich w Tobie... uspokajam się powoli.... stopniowo tętno wraca do swojego wysokiego poziomu wywołanego Twoim istnieniem i pojawieniem się na nowo. Coś się zmieni.... słychać juz szum wiatru pędzonego przez nasze myśli gnające ku sobie nawzajem. Coś się zmieni.....
sobota, 01 lipca 2006
Smak Twoich słów
Siedzę na Twoich kolanach…. zanurzam się w niski, ciepło zmysłowy tembr Twojego głosu powoli czując, jak spokój jakim emanujesz, udziela mi się coraz bardziej…. Zarzucam stopy na oparcie fotela…. I wtulając głowę delikatnie w Twoje ramię zatapiam całą sobą w Tobie…. Teraz już tylko cichutki szum letniego parnego zmierzchu spowija nas w tej niezwykłej symbiozie….. Słucham opowieści o ludziach, niezwykłych doznaniach, wzlotach i upadkach….. i czując całą sobą targające Tobą emocje wiem, że jedyne, co mi przekazujesz w tej niepowtarzalnej chwili w swoim ogromie zaufania, to spokój i bezpieczeństwo…. Zapadam się w Twoim miarowym oddechu, czując już tylko całą sobą rytmiczny ruch ramion, w których znikam i dotyk dłoni bawiącej się delikatnie moimi włosami….. Jak dobrze być przy Tobie…..
…..Mów do mnie tak….. bo lubię słów Twoich smak…. Mów tak….. I chociaż czas pewnie odmieni kiedyś nas…. Mów tak….
piątek, 30 czerwca 2006
Opowieść
Wiesz... opowiem Ci historię o mężczyźnie poszukującym nieodnalezionego szczęścia, o jego kobietach pełnych oczekiwań, o rozpaczy, o smutku, o pożądaniu, o spełnieniu, o pływaniu w podniebnych akwenach samorodzących się doznań.... głaszczę delikatnie Twoje włosy, wplatam w nie palce i cichym, niskim głosem sprawiam, że czujesz wreszcie ukojenie i spokój... Tak dobrze mieć Ciebie blisko...
czwartek, 29 czerwca 2006
Jestem .... cicho o zmierzchu
Wślizgnęłam się bezszelestnie do pokoju starając się nie naruszyć tej chwili skupienia….. Czekałeś na mnie długo… zbyt długo… jednak jestem tu, gdzie Ty jesteś tak prawdziwy, że prawie realny…. Mam nadzieję, że niepokój oczekiwania nie naruszył tego spokoju, w którym udało Ci się zanurzyć całym sobą…. Czuję jak spokojnie oddychasz zrelaksowany patrząc w dal…. Podchodzę do fotela na którym siedzisz od tyłu, kładąc delikatnie dłoń na twoim ramieniu, obchodzę Cię dookoła i siadam miękko na Twoich kolanach ….. zanurzam się cała sobą w ciepłym spojrzeniu…. Czuję dotyk Twojej dłoni na swoich zmysłowych palcach…. wiem, że odruchowo przenosisz wzrok na nie, jak zawsze kiedy uzmysławiasz sobie ich istnienie w pobliżu….. potem na swoim ramieniu - delikatnym, ciepłym gestem….. słyszę: Jak dobrze ze jesteś….. I kiedy czuję Twoje palce zanurzone we włosach już wiem, że czuję się równie bezpiecznie jak wtedy, kiedy siedzieliśmy nocą na dachu i kiedy zasnęłam przy Tobie o świcie, zmęczona wielogodzinnym wspólnym rozmyślaniem….. słucham jak mówisz o sobie cicho, długo i barwnie, roztaczając przed oczyma mojej wyobraźni obrazy świata zaznanego w rzeczywistości …. i czuje się naprawdę szczęśliwa, mogąc być blisko przy Tobie, mogąc Cię słuchać….. Tylko dlaczego po policzku płyną łzy….?
niedziela, 18 czerwca 2006
Spokój
Siedzę spokojnie w fotelu, patrzę na niebo za oknem, na przepływające powoli chmury, wsłuchuję się w dźwięki dochodzące zza okna, przymykam oczy.... To jak otwieranie drzwi, które niczego nie zamykają, zawsze któryś ze światów jest dostępny. Ciekawe, gdzie Ty jesteś w tym drugim świecie wyobraźni i wrażeń, jak wyglądałoby nasze spotkanie, jak mocno wpłynęłaby na nasze zachowanie pamięć z obecnej rzeczywistości o nas stąd, kim jesteśmy, co myślimy, czego pragniemy..... ? Co zobaczyłbym w Twoich głębokich oczach?
środa, 07 czerwca 2006
Kochani....
Czuję się zobowiązana odezwać się do Was w związku z tym, co na pewno wszyscy zauważyli..... faktem jest, że czas i emocje obu stron ostatnio nie sprzyjały otwartej wymianie zdań. Nie oznacza to jednak, że ten blog umiera śmiercią naturalną. Jak to w życiu bywa, wszystko się zapewne utrzęsie i za jakiś czas wszyscy wrócimy tu ,aby dopełnić radosnej dysputy ciąg dalszy.... Na razie niezmiennie zapraszam Was wszystkich do siebie i do kochanka, gdzie tak na prawde znajdują się dwa zupełnie niezależne, choć sprzężone w czasie, uzasadnienia tej sytuacji. pozdrawiam Was wszystkich bardzo bardzo serdecznie.... Jo
|
Zakładki:
Rozmawiają
Zaglądają tutaj:
|